Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 171 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

http://centrumreklamy.com/pages/index.php?refid=blabladka

Kategorie

Część 3

czwartek, 31 marca 2011 11:52

     Ciężko jednak siedzieć szczęśliwie obok bliskich osób, kiedy pamięta się jeszcze obrazy nędzy, bólu i rozpaczy przepełniające telewizję. Najpotężniejsze trzęsienie ziemi nawiedziło Japonię. Według różnych agencji, miało siłę od 7,9 do 9 w skali Richtera. Zginęli ludzie, dzieci zostały osierocone. Nie uważam jednak by był to dobry temat na niedzielną rozmowę, dlatego zostawiam to dla siebie. Choć bardzo mnie ten problem poruszył nie odzywam się. Prawdopodobnie, dlatego, żeby nie usłyszeć słów ojca: „ taka jest wola Najwyższego.”, Albo zdegustowanego parsknięcia mamy: „ każdy ma jakieś swoje piekło, moim piekłem jest obecność Łukaszka na misji” Nie chcę nawet myśleć jak obojętni są na losy innych ludzi, na ból, jaki sprawia im ten Najwyższy i jakie ogromnie wyniszczające mają to piekło na ziemi.

    W takich momentach człowiek zastanawia się nad sensem życia. Sensem istnienia i walki o przetrwanie, kiedy w obliczu takiej niespodziewanej tragedii ginie wszystko, cały życiowy dorobek, czasem najbliżsi albo nawet ty sam. Dlaczego tak jest, że tysiące ludzi umiera z głodu, kiedy ty pałaszujesz najlepszego kurczaka pod słońcem popijając drogim winem. Życie jest jak przeplatanka, dobro i zło idą w parze, tylko czasem niezupełnie równo.

    Taki powinien być temat mojej następnej książki, a nie jakaś tam wyimaginowana miłość, na którą chorują chyba tylko nastolatki będące na koncertach swojego ulubionego boysband’u. Są ważniejsze sprawy na świecie niż mydlenie czytelnikowi oczu jakimś romansidłem. Muszę dokładnie się zastanowić, czy aby na pewno chcę pracować nad czymś takim. Prawdopodobnie, jak to zawsze ze mną bywa, zacisnę zęby i zrobię, co mi kazano. Przeważnie dzieje się tak, kiedy zaczyna brakować mi pieniędzy na osobiste wydatki albo znudzona marudzeniem w końcu odpuszczam.

  Tak samo było z moją ostatnią powieścią, a dokładnie z jej zakończeniem. Upierałam się, żeby zamiast szczęśliwego zakończenia było realistyczne, ale wtedy książka traciła cały optymizm, na który, zdaniem mojego zakręconego wydawcy, jest największe zapotrzebowanie na rynku i po trzech tygodniach nieustającej walki zasiadłam przed komputerem i napisałam ostatni rozdział jeszcze raz, tylko, że całkiem inaczej. Może kiedyś jak zacznę być bardziej docenianą autorką, mój pracodawca przestanie zachowywać się jak krwiopijca i da mi tę wolność słowa pisanego, o którą tak ustawicznie muszę walczyć.


Podziel się
oceń
2
1

komentarze (16) | dodaj komentarz

Część 2

środa, 09 marca 2011 16:42

Spotykamy moich rodziców w ogrodzie. Mama kłóci się, w którym miejscu trzeba postawić wazon, żeby nie przeszkadzał przy obiedzie. Stoimy z Tomkiem nieruchomo, czekamy aż nas zauważą. Zawsze jesteśmy ciekawi jak sprawy potoczą się dalej, kiedyś nawet próbowaliśmy schować się za drzewem i niekulturalnie podsłuchiwać sprzeczki, ale nadepnęłam na suchą gałąź, która trzaskiem poinformowała rodziców, że nie są sami. Teraz zresztą też. Zauważeni możemy się tylko domyślać, jakie byłyby dalsze wywodu mamy i jakie miny robiłby zdegustowany tym wszystkim ojciec.

-          Witajcie moje słonka- śmieje się mama promiennie, jakby tej burzliwej kobiety z przed chwili w ogóle nie było.

-          Cześć mamo- odzywa się mój mąż, nie mniej rozbawiony tą sytuacją niż ja. Tylko, że jemu lepiej przychodzi powstrzymywanie śmiechu.

          Wymieniliśmy obowiązkowe uściski i całusy wspominając przy tym o pogodzie i ewentualnych zmianach, jakie zaszły w naszym wyglądzie. Co prawda, widzieliśmy się dwa tygodnie temu i jak na moje oko nikt się nie zmienił, ale mama zawsze musi wtrącić swoje trzy grosze, apropo mojej wagi. W ten sposób, jej zdaniem niezauważalny, chociaż wszyscy wiedzą, o co jej chodzi, chce zasugerować mi, że już powinnam być w ciąży. Tak jakbym spieszyło jej się do bycia babcią. Z pierwszym mężem nie planowaliśmy dziecka, bo praca, bo wyjazdy. Nie chciał a ja nie nalegałam w końcu też miałam dużo swoich spraw.

          Moja mama. Tak znajoma a taka niewiadoma. Nigdy nie wiadomo jak interpretować jej wywody. Od kiedy mój brat wyjechał na misję do Iraku stara się być wiecznie pogodna, ale zdarza jej się wybuchać niespodziewanie. Ogląda wszystkie wiadomości w telewizji, słucha radia. Nie przepuści żadnej audycji. Dziwię się, że znajduję dla nas godzinę, by posiedzieć wspólnie przy stole i to w ogrodzie, gdzie nie ma żadnego teleodbiornika.

-          Dzwonił do ciebie Łukasz, córciu? – Pyta, kiedy staram się wygodnie usadowić na twardych, ogrodowych krzesłach.

-          Tak, dzwonił mamo. Jak zawsze w soboty. – Odpowiadam wiedząc, jakie pytanie będzie następne.

-          I co ci mówił, wszystko u niego ok.? No powiedz mi, bo się niecierpliwię.

-          Mamo, powiedział mi to samo, co tobie, na pewno. – Sięgam po chochlę, żeby nalać mężowi rosołu. Tomek się nie odzywa, jak zawsze, kiedy mama pyta o sprawy związane z moim bratem. Kiedyś zaryzykował i był wypytywany przez następne pół godziny o swoje zdanie apropo decyzji Łukasza. Od tamtej pory, patrzy tylko na nas i w skupieniu konsumuje obiad.

-          Tak się o niego martwię. To jeszcze dziecko.- I zaczęło się.

-          Posłuchaj mnie mamo, on już nie jest dzieckiem. Ma skończone 24 lata i sam potrafi o siebie zadbać. Kiedy w końcu uszanujesz jego decyzję? Wiem, wiem, że to było nierozsądne, i tak, ja też się o niego martwię. Ale z drugiej strony, czy nie powinniśmy być z niego dumni? Ja jestem, bardzo. I Tomek też.- Zobaczyłam wystraszony wzrok męża, który zdecydowanie nie chciał być wtrącony w rozmowę. Uśmiechnęłam się i ciągnęłam dalej- On niedługo przyjedzie, za miesiąc dokładnie. Proszę cię, nie męcz go by zmienił decyzję, bo znowu spędzi u nas cały urlop, a ty będziesz się zamartwiać, że jesteś złą matką. Zrozum go a może i on zrozumie ciebie. A teraz życzę smacznego.

        Na moje szczęście mama się już nic nie odezwała i mogliśmy w ciszy zjeść. Kiedy sięgałam po ziemniaki tato znad swojego talerza puścił mi oko, a Tomek pod stołem uścisnął mi kolano. Byli mi wdzięczni, że przynajmniej na chwilę uciszyłam złamane serce mamy i że mogą od tego odpocząć. Dalsza część obiadu minęła bardzo szybko.


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (10) | dodaj komentarz

Rozpoczęcie.

poniedziałek, 07 marca 2011 8:40

Trzy składniki miłości: intymność, namiętność, zobowiązanie…

 

        Pierwsze słowa moje książki miały być furtką do napisania bestsellera, ale jakże trudno pisać o miłości, kiedy samemu się jej nie doznało. Jak można pisać, że inny człowiek uszczęśliwia, skoro życie jest przeplatanym włóknem, miłość i ból przeplatają się razem. Od miesiąca nie dopisałam ani jednego zdania więcej. Stoję w miejscu jak zepsute auto, z pustką głowie.

      Wydałam w swojej karierze cztery książki i w żadnej z nich nie było nawet nikłego wątku miłosnego, a jednak ludzie je czytają, powieści się sprzedają, a ja zarabiam. Teraz mój wydawca poprosił mnie o napisanie cytuję ‘pięknej książki o miłości.’, która byłaby oparciem i nadzieją na lepsze jutro dla nieszczęśliwych. Jego skromnym zdaniem, taka właśnie książka zrobiłaby furorę, a ja wywiązałabym się z umowy i miałabym spokój. Nie wziął pod uwagę faktu, że trudno jest chwalić czystą miłość, kiedy nie poznało się jej osobiście. Przyzwyczaiłam się jednak do tych dziwnych pomysłów mojego niby-szefa. Mówię niby, ponieważ tak naprawdę sama dla siebie jestem pracodawcą, on pomógł mi tylko wyjść na rynek za co jestem mu wdzięczna. Od tamtej pory mamy taki mały układ, on wydaje a ja piszę, starając się przy tym uwzględniać jego pomysły. Jestem takim dochodzącym pracownikiem, który w firmie pojawia się pare razy w roku, ale zawsze to jakaś odmiana, niż całoroczna praca w domu.

      Moje życie miało wiele wzlotów i upadków. Tak samo było z moim małżeństwem. Mojego pierwszego męża poznałam na obozie harcerskim, na którym znalazłam się całkiem przypadkiem z racji tego, że rodzice nie mieli, co ze mną zrobić w czasie przerwy wakacyjnej. Najpierw była szalona miłość, później zdrada i po sprawie. Od tamtej pory minęło 6 lat, z czego trzy dziele z innym mężczyzną.

 

-          Dona, co ty tam jeszcze robisz?

-          Już schodzę. Chwilka.

 

      Mój mąż. Drugi, niesamowity przypadek. Przystojny, kochany uczciwy. Wszyscy mówią, że mam ogromne szczęście, że go poznałam, że takich jak on trudno jeszcze znaleźć. Dlaczego więc tak nie jest? Dlaczego nie czuję się przepełniona szczęściem? Zawsze jest przy mnie, kiedy go potrzebuję, mimo swojej zajmującej pracy ma dużo czasu dla mnie, kocham go, ale nie tą miłością, o której piszą piosenki, o której ma być moja książka. Nie tą, która przepełniała moje serce pare lat temu.

      Zamykam notebooka i schodzę na dół, czeka na mnie z płaszczem przewieszonym przez ramie. Uśmiech się i ma ten dołek w policzku, który sprawia, że i ja się śmieje, ale nie sercem. Jedziemy dzisiaj tradycyjnie na niedzielny obiad do moich rodziców. W czasie podróży samochodem praktycznie nie rozmawiamy, zawsze tak jest. Słuchamy radia i upajamy się tą chwilą ciszy, kiedy nie dzwoni żaden telefon, nikt nie ma do nas żadnej prośby.

-          Ładnie dzisiaj wyglądasz kochanie. – Szepce do mnie jeszcze przed wyjściem z auta.

Uśmiecham się do niego promiennie, zarumieniona. Jesteśmy trzy lata po ślubie a ja nadal czerwienię się, kiedy on prawi mi komplementy i nigdy nie wiem, co mu odpowiedzieć. Uznałam, więc, że uśmiech będzie najbardziej kompetentną odpowiedzią i stosuję go praktycznie od zawsze.


Podziel się
oceń
2
1

komentarze (13) | dodaj komentarz

sobota, 18 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  2 529  

O moim bloogu

Po co inwestować w książki, skoro można opublikować je w sieci! Dzięki Wam, coś może zaistnieć i zostać zauważone ;) Polecam i zapraszam. Książka, miłość, nierzeczywistość Polska.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2529

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl